![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
![]() ![]() |
dobiega końca! Zobacz trailer filmu "W poszukiwaniu
legendy" (WMV, 7 MB).
» Rejs Roku » Wyprawa Roku » "Stary" pokonał Przejście
» Powitanie "Starego" w Vancouver » Roald Amundsen
» Northwest Passage
ostatni etap: USA - Polska
poprzedni etap: Ameryka Pn i Pd
pozycja jachtu: zobacz mapę...
kontakt z załogą: tel. 0088 1631573710
![]() ![]() Nie ma jak przeczekać sztorm w saunie Płynąc z Nome postawiliśmy na spokojną żeglugę w trekingowym stylu. Całe życie spieszymy się z różnymi sprawami, wiec przyszedł czas na zwolnienie tempa w Cieśninie Beringa. Po wydarzeniach z Point Hope zaczęliśmy uważniej śledzić prognozy pogody. I to właśnie skłoniło nas, żeby zatrzymać się na wyspie Nunivak. Marek wysłał mapkę baryczną, z której ewidentnie wynikało że idą "baty" z południa. Stwierdziliśmy, że nie ma co z żywiołem walczyć, trzeba się schować i wyluzować. Wpłynęliśmy w malutką zatoczkę na północnym krańcu, która okazała się kompletnie bezludna. Stanęliśmy na kotwicy, przyszedł czas na zrzucenie pontonu i rozpoczęcie eksploracji. Wybraliśmy zestaw: mały ponton z silnikiem 15 KM. Po spuszczeniu pontonu na windzie stwierdziłem, że może to i lekka przesada lecz co?? - trzeba spróbować będzie wesoło. Ponton wyglądał jak mała torpeda z potężnym silnikiem. Dziób miał podniesiony do góry, rufa ciężko zanurzona w wodzie (w końcu silnik waży prawie 60kg). Wskoczyliśmy z Tomkiem, żeby rozpocząć testy. Po ulokowaniu się na samym dziobie i oddaniu cumy zaczęliśmy siebie nawzajem przekonywać, aby gaz odkręcać powoli, bo w innym przypadku wywrotka przez rufę pewna. Jedziemy w takim półślizgu, męczący temat - albo wolno, albo ślizg. Przechodzimy na sam dziób, dwie rączki na reling dziobowy. - To co odkręcamy? - Dawaj pełen palnik! Dziób unosi się do góry, w pierwszym momencie myślę, że baranek murowany lecz już sekundę później ponton przeskakuje nad falą, którą w położeniu 45 stopni utworzył. Zaczyna się jazda, która pachnie niezłą paranoją. Wyskakujemy na poszczególnych falach twardo uderzając dnem o następną falę. Wrażenie jakby nasza motorówka miała się zaraz rozpaść na części, a przynajmniej dno wpaść do środka, bo po każdym wyskoku dostajemy takiego strzału, że kolanka mocno zgięte dobijają do końca, a niejednokrotnie lot w dół kończy się na czterech literach. Za nami dwumetrowy pióropusz wody. Po chwili zwalniamy i stwierdzamy, że testy przeszły pomyślnie - wiraże ok., stabilność też dobra. Co prawda wchodzenie w ślizg pachnie lekko psychiatrykiem lecz ogólnie OK. Zawiozłem Tomka na brzeg i pojechałem po Jacka z Dominikiem. Pędzę więcej w powietrzu niż po wodzie -5 sekund i już jestem. Widzę, że mają cały stos rzeczy do zabrania na brzeg. Wsiadają, mały pontonik zanurzył się już teraz do granic możliwości. Bałem się wchodzić w ślizg wiedząc, że zanim ponton wskoczy na fale, woda przeleje się górą. Ruszyliśmy więc powoli. Jedziemy do brzegu, do którego zostało jeszcze jakieś 100 m. Fale, ze względu na spadającą cały czas głębokość, wypiętrzają się. Słyszę Jacka .."trzymaj się tej fali wskoczymy w ślizg". Po momencie lecimy w ślizgu na fali. Prędkość nasza z momentu na moment rośnie, a fala za naszą rufą staje się coraz wyższa i bardziej stroma. Zaczyna podnosić nam rufę do góry, dodaję jeszcze gazu - no teraz to już naprawdę lecimy. Uświadomiłem sobie, że grzywacz zaraz się załamie. Spuściłem z gazu, żeby ponownie wskoczyć na jego grzbiet i dać mu się załamać przed nami. Niestety było zbyt późno- ponton pomimo spuszczenia z gazu gnał w ślizgu jak deska surfingowa. Usłyszałem szum załamującej się fali po lewej stronie (tak jak na filmach o surfingu fala zaczęła się załamywać i zbliżać do nas). Następne ułamki sekund pamiętam niewyraźnie - wiem, że ponton gwałtownie skręcił w lewo i postawiło nas bokiem, Jacek siedział na górze. Ostatnia myśl jaką miałem, to za wszelką cenę nie dopuścić do wywrotki. Odbiłem się mocno nogami od silnika i wyskoczyłem na prawą stronę. Kontem oka widziałem Dominika, który też się ewakuował w ten sam sposób . Potem woda, nic nie widzę, fala przechodzi ,wypływam, dużo piany i nie da się utrzymać na powierzchni, czuję lodowatą wodę na szyi - no tak, nie dopiąłem kombinezonu do końca, woda leje się najpierw po klacie, a następnie wlewa się w nogawki. Po przejściu fali głębokość spada do klatki piersiowej, wstaję i widzę Jacka, który niesiony falą już przy nabrzeżu balastuje na burcie jak na Omedze. Uff, udało mu się, ponton opadł z przechyłu ponad 80 stopni, a Jacek odkręcił pełen palnik, żeby uciec przed pianą niosącą ponton . A myślałem, że będziemy mieli silnik zalany- nie lubię tego. Z tylu za mną widzę Dominika . Nie wiem jak to się stało, że w tej kotłowaninie udało mi się go wyprzedzić (pewnie wpadłem w górny szybszy wir fali ). Wychodzimy na brzeg. Najpierw trochę psioczymy, panienki lecą. No cóż nie spodziewaliśmy się, że tak nas poturbuje. Była fajna akcja, ale co ze sprzętem? Po kolana w wodzie widzę, że silniczek nie ruszony. Dominik otwiera plecak Alpinusa, który miał na plecach, miał na nim pokrowiec - w środku sucho, troszkę wilgotny ręcznik na górze. Ogólnie nic się nie stało, zero strat materialnych, tylko full wody w pontonie. Nie da się go wyciągnąć na brzeg, bo stanął na piasku i ani rusz taki ciężki. Trzeba go przechylić z zapiętym silnikiem. Powoli, z wielkim wysiłkiem udaje się nam to wykonać. Dominik, żeby upewnić się, że aparat działa robi fotkę jak wychodzę z wody. Szkoda ,że nie mieliśmy wodoszczelnej kamery, byłyby świetne ujęcia. Rozpinam kombinezon. Mam stróżkę od szyi w dół do krocza, gdzie dzieli się ona na dwie połowy nogawek i dalej. Wygląda jakbym zlał się w portki - trudno z czasem wyschnie. Dominik jest zupełnie suchy. Po tym "lądowaniu" stwierdziliśmy, że zostajemy na noc na wyspie. Po momencie okazuje się ,że jest tam cała osada dla kajakarzy- namioty, sauna, po prostu wszystko czeka otwarte na nas. Nikogo nie ma, więc trzeba rozpalić w piecu. Zabraliśmy się za rąbanie drewna. Po 15 min. jest już ogień lecz pali się ciężko, bo drewno mokre. Kolacyjka, sauna 2 godzinki i spać. Rano chcemy polować na kaczki. Co chwilę ktoś bierze naboje i rusza na próbne łowy. Po pewnym czasie wraca Arlo -nasz nowy załogant z Nome- i przynosi kaczora. Tomek zaczyna go patroszyć i mamy gotową kaczkę na kolacje, tylko żeby wszyscy się nią najedli to trzeba by ich 14 złapać. Narąbaliśmy dużą ilość przyniesionego z plaży drewna. Trzeba je tylko suszyć i to jest największy problem. Arlo znalazł doskonały pomysł na suszenie drewna - kładł duże kawałki na kamienie sauny. Tomek z Arlem załadowali piec drewnem. Poszliśmy jeść kaczkę i kotlety zabrane z jachtu. Po godzinie wszyscy byli gotowi iść do sauny, lecz należało jeszcze ponton zabezpieczyć przed przypływem. Pobiegliśmy razem męską ekipą na brzeg ,żeby przenieść ponton z plaży na trawkę. Ponton gotowy, można ruszać do sauny. Tomek pobiegł pierwszy. Idąc koło sauny zastanawiałem się,w jaki sposób tak szybko zapalił świeczkę - ze środka widoczne było światło. Dochodzę do drzwi i widzę jak Tomek wyskakuje ze środka . Zastanawiam się, co on tam zobaczył, że się tak krztusi, może śmieje się z czegoś. Obracam się i wszystko rozumiem - z drzwi bucha dym jak z pieca. Mamy chyba pożar,to już po saunie - szkoda. Nie zostawię tego tak bez walki i wskakuję do środka, ale przy drugich drzwiach rezygnuję; dym jest tak gęsty, że nic nie widać (pomimo latarki czołowej, którą miałem na głowie), dostaje się do nosa i oczu. Atak mój zakończył się szybką kapitulacją i wyjazdem na zewnątrz z kaszelkiem i łzami w oczach. No to ładnie ! Jako dziecko wielokrotnie robiłem ogniska w różnych gliwickich bunkrach, ale takiego połączenia stężonego dymu i temperatury nigdy nie spotkałem. Dziwne warunki- temperatura bardzo wysoka ,pomieszczenie bardzo małe i zbudowane tak, żeby utrzymywać wysoką temperaturę, a więc bez okien, jedynym otworem był malutki lufcik. Odczekaliśmy chwilę, kiedy czarny dym buchał ze środka. Po pewnym czasie można było zobaczyć płomienie na piecu- zajęło się suszące się drewno. No to wysuszyliśmy je! Teraz albo nigdy należy coś zrobić. To jest ten moment lepiej już nie będzie. A więc wpadam do środka (po wzięciu dużego oddechu na zewnątrz), szybka akcja -butem w drewno ułożone na piecu. Stos się rozpada na części. Odwrót i znowu kaszelek na zewnątrz. Trzeba działać dalej - szybkie 5 oddechów i z powrotem do środka, ale tym razem z 15 litrową banią wody, której całą zawartość wylałem na piec i okolice, gdzie rozpadł się palący stosik. Przy odwrocie uświadomiłem sobie, że teraz to dopiero dołożyłem i albo to zgaśnie, albo nikt przez najbliższe 5 min tu nie wejdzie bo zwiększy się wilgotność i temperatura. Dołożyłem do pieca i już po chwili widać, że dym zmienił się z czarnego na brunatny i połączony z parą zmniejszał się. Wpadam kolejny raz, ale już jest gorąco i mniej dusi. Na szczęście widać, że sytuacja jest opanowana. Trzeba tylko tu przewietrzyć i będzie ok. Po dwóch godzinach wchodzimy do gotowej sauny. Czasem, jak piec był dużej niepolewany, to unosił się delikatny zapach palonego drewna. (na piecu zostały malutkie kawałki spalonego drewna, które były widoczne jako żarzące się punkciki). Zasiedzieliśmy się w saunie przez sześć godzin . Na dworze było ciemno, zimno i przechodził właśnie front, a więc nie było nic ciekawego do roboty. Następnego dnia obudziłem się połamany jak po dużej ilości alkoholu. Co jest? fraszka o doktorze Hiszpanie?? - szedłem spać trzeźwy, a wstaję pijany. Po chwili słyszę na lewej pryczy przyjaciela z Alaski "I don t know why ?? but i m completely break". Dodzik wstaje i mówi: "ale mnie poskładało głowa mnie boli". Prawdopodobnie wielogodzinna kuracja w saunie nie wyszła nam na dobre .Nie wiem czy była to kwestia czasu, czy dymu, który mógł się wydobywać z drewna. Prawda jest jedna: co za dużo to nie zdrowo. Dlatego właśnie tego dnia ruszyliśmy dalej na południe. Sławek Skalmierski, 2006-10-12 (oprac. Z.S.) ![]() Uwaga! Relacja objęta jest prawami autorskimi. Nie można wykorzystywać jej treści bez zgody autora. ostatnia aktualizacja: 2009-04-21, 07:56 |
Wojewoda
Śląski
Rektor AE
w Katowicach
Rektor AM
w Katowicach
Dyrektor ŚCCS
w Zabrzu
Rektor PŚ
w Gliwicach
Prezydent
miasta Gliwice
















