![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
![]() ![]() |
dobiega końca! Zobacz trailer filmu "W poszukiwaniu
legendy" (WMV, 7 MB).
» Rejs Roku » Wyprawa Roku » "Stary" pokonał Przejście
» Powitanie "Starego" w Vancouver » Roald Amundsen
» Northwest Passage
ostatni etap: USA - Polska
poprzedni etap: Ameryka Pn i Pd
pozycja jachtu: zobacz mapę...
kontakt z załogą: tel. 0088 1631573710
![]() ![]() Załoga wciąż w Cambridge Bay, szuka śladów... Amundsena Po przebyciu ok. 230 Mm z Gjoa Haven, "Stary" dotarł wczoraj do Cambridge Bay - małej osady położonej na południowym brzegu Wyspy Wiktorii, 9. największej wyspy świata. Przed kolejnym wypłynięciem w kierunku Tuktoyaktuk (dziś w nocy lub nad ranem polskiego czasu), załoga postanowiła szukać śladów Amundsena. I tak planowana jest eksploracja dwóch wraków z dawnych czasów: statku i samolotu. Samo nurkowanie w rejonach arktycznych jest wydarzeniem, a jaki żeglarz, czy nurek nie chciałby odkrywać wraku jednostki Amundsena? Mowa tutaj o statku z 1916 r., zbudowanym dla jego kolejnej wyprawy, w celu zdobycia Bieguna Północnego. Został ochrzczony imieniem "Maud". Po dwóch latach żeglugi, na Alasce Amundsen opuszcza statek i udaje się do Stanów Zjednoczonych, by podjąć próbę zdobycia Bieguna drogą... powietrzną. W 1925 r. "Maud" kupuje firma Hudson's Buy Company i wykorzystuje jako jednostkę transportową. Od 1930 r. statek jest zakotwiczony w Cambridge Bay. "Maud" ma 36,5 m długości i ładowność prawie 300 ton. Drugim wrakiem, gdzie załoga "Starego" ma zamiar nurkować jest samolot Douglas C-124A "Globemaster II" (nr seryjny: 51-5176), którego katastrofa miała miejsce w 1957 r. w rejonie lotniska w Cambridge Bay. Maszyna ma 53 m rozpiętości skrzydeł, ładowność prawie 100 ton i zasięg 3,5 tys. km. Wyprawa QNT Northwest Passage Jubilee Voyage 2006 - to podróż śladami Amundsena, próba zmierzenia się z najtrudniejszym żeglarskim szlakiem, ale nie tylko. Załoga "Starego" potrafi się zatrzymać, aby eksplorować, wspinać się, nurkować, a nawet latać na paralotni. Z jednej strony - widzę tu trochę amundsenowskiej fantazji (wielki Norweg był badaczem, żeglował, ale też penetrował lody Arktyki hydroplanami i sterowcem), z drugiej - zwykłą ludzką ciekawość, poszukiwanie wrażeń, respekt przed nieznanym, bo szanować - to znaczy też chcieć poznać, zgłębić, zrozumieć. A tylko poznając innych ludzi, kultury i miejsca, jesteśmy w stanie lepiej określić i poznać samych siebie. Marek Teluk, 2006-08-31 ![]() Aktualizacja Jesteśmy po nurkowaniu na wraku "Maud" - wrażenia niesamowite. Z zewnątrz widać tylko część wraku, właściwie krawędź prawej burty - mieliśmy obawy, czy pod wodą w ogóle coś jest. Wydawało się, że wrak jest prawie kompletnie zniszczony i leży na głębokości 2-3 metrów. Po zejściu pod wodę oniemieliśmy - ogromny wrak, zachowana właściwie cała prawa burta i duża (niższa) część lewej burty. Samo przeświadczenie, że nurkujemy na autentycznym wraku statku Amundsena jest niesamowite. Na pokładzie zachowała się ogromna winda kotwiczna w nienaruszonym stanie, kocioł, zbiorniki stalowe, widać też grodzie i ładownie. Do poziomu wody sterczą resztki 3 masztów, jakie posiadał "Maud". Zachowały się łańcuchy kotwiczne i zagrzebana w mule sama kotwica. Woda miała bardzo dobrą przejrzystość, jednak musieliśmy uważać, aby nie wzbudzać bardzo delikatnego mulu, który potrafił roznieść się w wodzie bardzo szybko. "Maud" wygląda na bardzo solidny statek - bardzo duża grubość ścian poszycia i wzmocnienia stalowe. Wrak leży na głębokości 7-8 metrów, w odnodze zatoki, w której znajduje się Cambridge Bay. Niestety, nie zdążymy już zejść w poszukiwaniu wraku Globemaster-a - nikt nie potrafi nam dokładnie określić pozycji samolotu, a dzisiaj wieczorem musimy już wypływać. Sytuacja lodowa przed nami jest korzystna mniej więcej do miejscowości Tuktoyaktuk, później posiadamy informacje o wieloletnim lodzie, który zamyka drogę na zachód. Dominik Bac, 2006-09-01 (oprac. Marek Teluk) ![]() Aktualizacja Wstajemy rano w pośpiechu śniadanie. Nie ma czasu - trzeba zanurkować na wraku "Moud", statku Amundsena. Mieliśmy jeszcze w planie nurkowanie na wraku potężnego czterosilnikowego samolotu, który rozbił się przy podejściu do lądowania, a dodatkowo Internet, zakupy, spotkania ze znajomymi i takie tam inne rzeczy. Czyli dzień jak każdy na lądzie - planu na 20 godzin a czasu 10 godzin. Wrzucamy cały sprzęt na "pickupa" Willego i jedziemy na "Maud". Cześć tego wraku wystaje nad wodę. Woda ok. 0st.C. Przy takich warunkach zawsze myślę z wielką przyjemnością, że zaraz się zanurzę...Szybka zmiana ciuchów parę słów do kamery. Trzeba wchodzić do wody. Przeleciała mi myśl, że jeśli część tego wraku wystaje to może jest tam po kolana wody ze względu na bliskość brzegu. Dominik wszedł pierwszy, wiec go proszę żeby sprawdził głębokość, bo może z wielkim bólem będziemy musieli zrezygnować ze względu na za małą głębokość. Mówi, że jest OK. Wszedłem do wody i jak zwykle problem z zanurzeniem. Nie wiem jak to możliwie, ale ja to zawsze tego ołowiu potrzebuję więcej niż wszyscy w około. Wracam po dodatkowe dwa kilo, bo moje 15 kg to za mało. Jak wpinam ołów i widzę Dominika, który wraca popłochem z wraku. Co on tam zobaczył - ducha Amundsena? Po chwili już wiem co jest grane - opakowanie na aparat strzeliło i woda dostała się do środka. Szkoda, nie będzie zdjęć - to już drugi aparat, który uległ zniszczeniu przez wodę morską. Tym razem na pewno ołów zabierze mnie na dół. Wchodzimy razem do wody i dopływamy do wraku. Mamy kamerę, zanurzenie i widzę potężny wrak leżący na głębokości 10 m. Z brzegu wygląda na taki mały. Teraz wiem, że nad wodę wystaje tylko mała część burty. Pływamy z 10 min wzdłuż burt na głębokości 10 m. Widać ster zachowany w całości. Z potężnego dziobu z nadłamanym bukszprytem wystaje łańcuch. Kotwica jest gdzieś zakopana w mule na dnie. Nie udało nam się jej odkopać, bo przy dotknięciu dna od razu unoszą się tumany mułu. Jest super. Jeszcze nie czuję zimna. Pomyślałem, że było by dobrze wypłynąć trochę do góry i zobaczyć pokład i to, co się zachowało ze sprzętu do obsługi jednostki. Już z krawędzi pokładu widzę potężną windę kotwiczną. Podpływamy widać potężne zębatki dające dwa przełożenia: szybkie i wolne. Cały pokład jest zarwany oprócz kluczowych elementów, które zostały wykonane ze stali, czyli kabina zejściowa do maszynowni. Pomiędzy deskami zarwanego pokładu wyłania się kocioł parowy - czas był dla niego łaskawy, wiec przybrał tylko lekko rudawy kolor. Dopływamy po pokładzie do rufy ponownie widać dobrze zachowane stalowe elementy steru, lecz tym razem, od strony wewnętrznej szukam po pokładzie koła sterowego. Pomyślałem, że to niezły eksponat, niestety nie dało się go nigdzie znaleźć. Może ktoś już tu był przed nami i barbarzyńsko wypatroszył ten jakże wartościowy element. Minęło już 20 min i zaczyna się robić zimno, a manometr pokazuje 50 - czas wracać na brzeg i zobaczyć, co się nagrało. Po wyjściu z wody dopiero zaczynam odczuwać prawdziwe zimno biegnę szybko do auta, który od 20 minut grzeje dla nas Tomek wpadam odczuwam przyjemne ciepło. Pyta się jak było. Odpowiadam: super! Sławek Skalmierski, 2006-09-01 (oprac. Gosia Seruga) ostatnia aktualizacja: 2009-04-21, 07:56 |
Wojewoda
Śląski
Rektor AE
w Katowicach
Rektor AM
w Katowicach
Dyrektor ŚCCS
w Zabrzu
Rektor PŚ
w Gliwicach
Prezydent
miasta Gliwice
















